Oswajanie z wodą, czyli nasza przygoda na basenie

Wrzesień już się kończy, a wszystkie maluchy i dzieci zapomniały dawno o stresie związanym ze szkołą czy przedszkolem. Nasze plany w tym roku trochę się pozmieniały i ostatecznie mała G. nie poszła do żłobka.

Wraz ze zbliżającym się początkiem września u koleżanek blogerek można było znaleźć wpisy pomagające w przygotowaniu się do pierwszego dnia szkoły, przedszkola czy żłobka. Każda z nich miała swój sprawdzony sposób na to, aby pokonać stres i ukryć wszelkie oznaki paniki przed swoją pociechą. Oprócz tego pojawiały się wpisy na temat powrotu mam do pracy i obawach związanych z pozostawieniem swojego dziecka w żłobku czy z nianią. A u mnie cisza na blogu. Nie ukrywam, że okres wakacyjny wpłynął na mnie bardzo i sprawił, że się rozleniwiłam. Długo nie mogłam się zabrać za pisanie. Nie gniewajcie się na mnie, ale uważam, że mój blog jest nie tylko dla was, ale i dla mnie. Chcę mieć poczucie, że każdy zamieszczony w nim wpis jest napisany w konkretnym celu. Dlatego uważam, że czasem warto zrobić sobie małą przerwę aby móc wrócić do was z nową, świeżą dawką przemyśleń.

Dla nas wrzesień oznaczał powrót na basen, czyli rozpoczęcie sezonu na basenie. Pełna mobilizacja i systematyczne uczęszczanie na zajęcia to nie lada wyzwanie, bo wcześniej zdarzały nam się kryzysy, kiedy nie chciało nam się nigdzie z domu ruszać. Mała G. uwielbia wodę, więc całe szczęścia jest to największa motywacja dla nas, aby w takie dni szybko się zebrać i udać na zajęcia, które sprawiają jej wielką frajdę.

Zajęcia oswajania z wodą to nic innego jak “nauka pływania” dostosowana do wieku malca. Na naszym basenie podzielono je na cztery etapy wg wieku:

  • I etap: od 3 – 10 miesięcy
  • II etap: od 10 – 22 miesięcy
  • III etap: od 22 – 36 miesięcy
  • IV etap: powyżej 36 miesięcy

W związku z tym, iż ja sama chciałam czuć się pewnie na zajęciach, to zapisaliśmy się dopiero w okolicach 5 – 6 miesiąca. Moim zdaniem w tym wieku dziecko zaczyna się interesować już innymi bodźcami, a jest już na tyle stabilne, że swobodnie można z nim ćwiczyć w wodzie. Zajęcia mają oczywiście formę zabawową. Rodzice wraz z instruktorką nucą piosenki, polewają głowę konewką czy szukają piłek. Jednym z pierwszych elementów zajęć, które mnie zaskoczyły, to były próby zanurzania całego ciała dziecka do wody, czyli jednym słowem nurkowanie. Na początku trochę się bałam, że mala G. napije się wody, ale z czasem zauważyłam, że nie ma czego się bać i wszystkie umiejętności opanowuje błyskawicznie i na pewno radzi sobie z tym lepiej ode mnie. Szkoda, że za moich niemowlęcych czasów nie było takich zajęć, bo na pewno moje obawy związane z nurkowaniem teraz by się nie ujawniały.

Obserwując te zajęcia z poczekalni, miałam okazję zauważyć, że maluchy czują się w wodzie jak ryba,do tego świetnie się bawią w swoim towarzystwie i przede wszystkim szybko się uczą m.in.: wślizgów do wody z pozycji siedzącej czy wspomnianych wcześniej “nurków”. My jesteśmy zadowoleni z podjętej rok temu decyzji, więc kontynuujemy zajęcia. Zobaczymy jak to się dalej rozwinie. Nie ukrywam, że bardzo podoba mi się możliwość zapisania małej G. do przedszkola, który przylega do basenu i ma w swojej ofercie kontynuowanie zajęć na basenie w ramach planu zajęć w przedszkolu.
Jeśli masz, więc jakieś obawy czy pytania związane z powyższym wpisem – pisz śmiało. Chętnie na nie odpowiem. Doskonale Cię rozumiem, ponieważ sama byłam w tym samym miejscu co Ty teraz.

Może ci się również spodobać

7 komentarzy

  1. Mój syn uwielbia basen, ale mamy ten problem, że u nas wejście na basen dla dwóch osób to prawie stówa… :/ W zeszłym roku mieliśmy darmowe wejściówki na całe lato, więc korzystaliśmy ochoczo, w tym roku już rzadziej chodziliśmy 😉

  2. Podam Ci linka do mojego wpisu. Przydał się już kilku osobom. Moze i tu się sprawdzi :) Sa to rady od ratownika. Dotyczy basenu z niemowlakiem, ale rady w nim zawarte stosujemy z powodzeniem id kilku lat.

  3. Fajna sprawa ! U nas jest z tym niestety trochę gorzej, bo najbliższy konkretny basen kilkadziesiąt kilometrów dalej. Ale i tak jeździmy tak często, jak się da – tyle że sami, we własnym zakresie, nie uczęszczamy na żadne zajęcia dla grup zorganizowanych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *